Najlepsze faworki na tłusty czwartek pieczone w piekarniku

Najlepsze faworki na tłusty czwartek pieczone w piekarniku



  Nie wyobrażam sobie tłustego czwartku bez faworktów tz. chrustu. Ten wypiek towarzyszy mi od dziecięcych lat, pamiętam jak mama lub babcia je robiła. Zawsze znikały w mgnieniu oka w towarzystwie szklanki mleka. Sama robię je nie tylko od święta. Tym razem jednak postanowiłam zamienić tradycyjny przepis na fawroki smażone na tłuszczu, na pieczone w piekarniku. Dzięki czemu są mniej kaloryczne i zdrowsze.


chrust z piekarnika



Przepis na faworki pieczone w piekarniku


Składniki:
- 3 szklanki mąki
- 6 żółtek
- szklanka śmietany 18%
- 3 łyżki oleju
- 2 łyżki octu
- 3 łyżki cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- cukier puder do otoczenia chrustu



faworki z piekarnika


Wykonanie:
  Wszystkie składniki dajemy do miski i wygniatamy ciasto. Jeśli będzie się mocno lepić, dodajemy mąki. Gotowe ciasto odkładamy do lodówki na 30 minut. Następnie dzielmy ciasto na mniejsze kawałki i „bijemy go”. Bicie polega na uderzaniu w ciasto wałkiem, aby było go napowietrzyć. Dzięki temu ciasto po upieczeniu staje się bardziej kruche. Przygotowane ciasto wałkujemy na cienki placek i kroimy na paski o szerokości ok. 1,5-2 cm i długości ok. 10cm. Na środku paska robimy dziurkę, przez którą przewijamy ciasto, aby powstał nasz faworek. Przewijanie polega na przeciągnięciu na drugą stronę jednego końca paska. Tak przygotowany chrust wykładamy na blachę na papier do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180’ i pieczemy ok. 12 minut. Po ostygnięciu faworki obtaczamy w cukrze pudrze. Ja robię to w taki sposób, do plastikowego pudełka z zamknięciem wsypuje cukier puder, wkładam kilka faworków, zamykam i potrząsam. W ten sposób każdy faworek jest dobrze otoczony pudrem. Gotowy chrust wykładamy na talerz. 



Lubicie faworki czy w tłusty czwartek wybieracie tylko pączki?









Zestaw do konturowania i podwójny róż do policzków Lily Lolo

Zestaw do konturowania i podwójny róż do policzków Lily Lolo



  Markę Lily Lolo na pewno dobrze znacie, na blogu pisałam o niej wielokrotnie. Mogę powiedzieć, że poznałam większość asortymentu firmy i się z nią polubiłam. Dziś mam dla Was opinię na temat dwóch produktów do makijażu twarzy. Poznajcie podwójny prasowany różowy róż do policzków Naked Pink i naturalny zestaw do modelowania twarzy Sculpt & Glow Contour Duo.



  Oba produkty znajdują się w poręcznych kasetach w odcieniu bieli i czerni. Standardowy wygląd dla wszystkich produktów marki Lily Lolo. W każdym opakowaniu znajduje się lusterko oraz duo, do konturowania i róży do policzków, o wadze 10g. 



  Podwójny prasowany róż do policzków Naked Pink zawiera w sobie wyrazisty satynowy róż oraz chłodny jasny róż, który przypomina rozświetlacz. Struktura tej palety jest mocno prasowana i sucha, pigmentacja jest na dobrym poziomie. Łatwo nakłada się na pędzel, delikatnie przy tym pyli. Róże dobrze trzymają się skóry, nakładam je na zagruntowany podkład, scalają się z makijażem i tworzą ładną spójną całość. Odcienie można mieszać i tworzyć fajny efekt. Makijaż wykonany różem dobrze się trzyma do 6-7 godzin, nie podkreśla skóry. Podoba mi się efekt, jaki daje na twarzy, który jest świeży i naturalny, taki dziewczęcy.






  Zestaw do modelowania twarzy Sculpt & Glow Contour Duo zawiera w sobie ciepły bronzer i jasny beżowy rozświetlacz. Bronzer ma przyjemny odcień średniego brązu, jest matowy, świetnie nadaje się do konturowania i ocieplenia twarzy. Rozświetlacz idealny do jasnej karnacji, jest subtelny, ma perłowe wykończenie. Struktura obu produktów jest inna, bronzer jest suchy, lekko się osypuje, a rozświetlacz jest lekko wilgotny. Podoba mi się takie połączenie, na twarzy wygląda naturalnie i intuicyjnie się nim posługuje. Oba produkty można wykorzystać również do makijażu oka.




  Paletki Lily Lolo dobrze się u mnie sprawdziły. Myślę, że latem będą mi często towarzyszyć. Dają naturalny, przyjemny efekt w makijażu, który podkreśla urodę. Super sprawdzają się do dziennego makijażu, który zazwyczaj jest neutralny i spokojny. Paletki można kupić na stronie costasy w cenie 90,90zł. Kwota ta nie należy do najniższych, jednak fakt, że to mineralne produkty i bardzo wydajne rekompensuje nam to.



Lubicie mineralne kosmetyki do makijażu? 











Testy naturalnych produktów marki John Masters Organics z Topestetic: mleczko do włosów z różą i morelą oraz balsam do ust

Testy naturalnych produktów marki John Masters Organics z Topestetic: mleczko do włosów z różą i morelą oraz balsam do ust



  Postanowiłam wrócić do dawnych czasów intensywnego włosomaniactwa i swoim pasmom poświęcać więcej czasu. Nakładam oleje, myję włosy metodą OMO, stosuję różne maski, odżywki, serum i tym sposobem planuję przywrócić im dobry stan. Kosmetyki, jakie używam, są różnorodne, jednym z nich jest mleczko do włosów z różą i morelą z John Masters Organics. Dodatkowo zawitał u mnie balsam do ust tej marki, o którym także możecie przeczytać.




Hair Milk With Rose And Apricot- mleczko do włosów z różą i morelą


  Mleczko zamieszczone jest w miękkiej tubie o niestandardowej pojemności 118ml. Opakowanie jest proste i przejrzyste. Stawiane na zakrętce sprawia, że łatwo wydobyć produkt, nawet gdy jest go niewiele w tubie. Konsystencja mleczka jest przyjemna, delikatna i lekka, niestety mało wydajna. Zapach ziołowy, dość mocny. Na włosach utrzymuje się długi czas, co nie było dla mnie miłe, nie polubiłam tego aromatu. Spodziewałam się woni róży lub moreli, a tutaj ziołowa mieszanka.





  Hair Milk można nakładać na wilgotne włosy po myciu lub na suche. Osobiście najchętniej nakładam je na wilgotne pasma, wtedy mleczko najlepiej się rozprowadza, otula włosy. Nakładane na suche włosy, zwłaszcza w większej ilości sprawia, że włosy zostają oblepione i sklejone. Podoba mi się działanie tego produktu, początkowo ułatwia rozczesywanie, sprawia, że włosy są nawilżone, miękkie, gładkie, dobrze się układają i nie puszą. Mleczko wpływa na eliminację elektryzowanie się i puszenia pasm, z którym mam obecnie mały problem.



 
  Na uwagę zasługuje dobry skład mleczka, w którym znajdziemy: sok aloesowy, woda różana, alkany kokosowe, gliceryna, olej słonecznikowy, pantenol, olej z kwiatów pelargonii, wyciąg ze skórki pomarańczy, olej z pestek moreli, masło cupaucu, olej z nasion ogórecznika, olej z rumianku rzymskiego, witaminy A, C i E.




Lip Calm Rose- balsam do ust o zapachu róży


  Balsam znajduje się w tradycyjnym wykręcanym sztyfcie. Opakowanie zawiera 4g produktu. Wygląd balsamu jest przyjemny, różowy koloryt dodaje mu delikatności. Podoba mi się. Sam balsam ma przyjemną strukturę, jest stała, ale podczas kontaktu z ustami robi się miękka i z łatwością się rozprowadza.


 
  Lip Calm Rose idealnie nadaje się na obecną pogodę. Balsam otacza usta przyjemną powłoką, która zapobiega wysuszaniu i pękaniu. Wargi pokryte pomadką zostają nawilżone, wygładzone, miękkie i gładkie. Warstwa ochronna i pielęgnacyjna utrzymuje się dość długo, co jest przyjemne.





  W składzie balsamu znajduje się: olej z nasion słonecznika, wosk, oliwa z oliwek, olej jojoba, olej lniany, olej z nasion ogórecznika, olej z nasion róży rdzawej, ekstrakt z róży damasceńskiej.




  John Masters Organics to marka, która oferuje produkty naturalne, organiczne i luksusowe. Jestem zadowolona z naszej znajomości i chętnie poznam więcej produktów marki. Asortyment John Masters Organics dostępny jest w sklepie Topestetic. Sklep oferuje wiele ciekawych marek i produktów, można korzystać z pomocy kosmetologa przy wyborze kosmetyków, dostawa zawsze jest darmowa, a do zamówienia dodawana są próbki i gadżety sklepu. 



Znacie markę John Masters Organics? 










 Naturalna pielęgnacja twarzy kosmetykami Bosphera: kawowy koktajl pod oczy i rozświetlająco-rozjaśniające serum

Naturalna pielęgnacja twarzy kosmetykami Bosphera: kawowy koktajl pod oczy i rozświetlająco-rozjaśniające serum



  Marka Bosphera to młoda manufaktura, która tworzy naturalne kosmetyki pielęgnacyjne. W swoim asortymencie posiada niewielką ilość produktów, jednak nie ilość, a jakość jest ważna. Kosmetyki Bosphera wykonane są ręcznie z wysokiej jakości składników i nie są testowane na zwierzętach. Marka pracuje zgodnie z 10 zasadami Bosphera, które ją opisują i pozwalają poznać jej pracę. Poznałam ich trzy produkty, jednak dziś chcę przedstawić dwa z nich: kawowy koktajl pod oczy i dwufazowe serum rozświetlająco rozjaśniające.




Kawowy koktajl pod oczy Bosphera


  Serum zamknięte jest w małej szklanej fiolce o pojemności 8g. Opakowanie wyposażone jest w rollon, który rozprowadza koktajl wokół oczu. Dodatkowo produkt umieszczony jest w kartoniku, gdzie znajdują się wszelkie informacje na temat produktu. Sam wygląd produktu nawiązuje do natury. Cena 49,99zł.




  Konsystencja koktajlu jest oleista. Podczas masażu kuleczką równomiernie rozprowadza się pod oczami i na powiekach. Koktajl dość długo się wchłania, dlatego dodatkowo lekko go wklepuję. Nakładam go na noc, więc powolne wchłanianie i tłustawa powłoczka mi nie przeszkadza. Produkt ma niesamowity zapach świeżo mielonej kawy, który jest aromatyczny i przyjemny. Zapach nie utrzymuje się długo, najlepiej wyczuwalny jest w trakcie aplikacji i kilka chwil później.




  W składzie koktajlu znajduje się: olej z nasion kawy, olej z róży rdzawej, olej arganowy, ekstrakty: kwiatów głogu i jaśminu arabskiego, tulsi,  ostropestu, aktywnej frakcji algi Enteromorpha, żeń-szenia, jabłka, brzoskwini, pszenicy i jęczmienia, komórki macierzyste jeżówki wąskolistnej, gliceryna.




  Kawowy koktajl pod oczy to produkt, który bardzo dobrze wpływa na stan skóry. Już po aplikacji skóra jest mocno natłuszczona i pokryta powłoczką, która eliminuje suchość i uczucie ściągnięcia. Po nocy w towarzystwie koktajlu skóra jest nawilżona, miękka, gładka i rozświetlona, dzięki czemu cienie nie są tak widoczne. Po miesiącu stosowania serum moja skóra pod oczami jest wyraźnie zregenerowana i odżywiona, bardziej elastyczna i jędrna, cienie są zdecydowanie rozjaśnione, a koloryt wyrównany. Stan skóry pod oczami zdecydowanie lepiej przyjmuje makijaż, który wygląda naturalniej, a struktura skóry nie jest tak widoczna, jak wcześniej. Podkład i korektor lepiej się trzyma i nie wysusza.




Dwufazowe serum rozświetlająco rozjaśniające Bosphera


  Serum umieszczone jest w szklanej buteleczce o pojemności 30g. Opakowanie wyposażone jest w pipetę, która pozwala kontrolować zużycie produktu i ułatwia aplikację. Buteleczka zapakowana jest w kartonik, na którym znajdują się informacje na temat serum. Cena 49,99zł.



  Skład serum wypełniony jest aż 19-stoma składnikami aktywnymi: olej z marchwi, olej z pestek malin, olej jojoba, olej z róży rdzawej, witaminy (A, B3, B5, C, E), ekstrakt z różowego grejpfruta, ekstrakt z kwiatów lotosu, bazylii azjatyckiej, ostropestu, algi, kwas hialuronowy, olejek eteryczny pomarańczowy.




  Konsystencja serum jest płynna, lekko oleista o pięknym pomarańczowym odcieniu. Jest to wydajny produkt, na jedno użycie wystarczy 1/3 pipety. Serum zaskakująco szybko się wchłania i skóra jest gotowa na dalsze czynności pielęgnacyjne. Zapach początkowo był wyrazisty i mocny o cytrusowo-pomarańczowym aromacie, teraz pachnie spokojniej, jakby jego moc spadła.




  Dwufazowe serum rozświetlająco rozjaśniające w trakcie aplikacji delikatnie barwi skórę na pomarańczowo, ale nie trwale. Szybko się wchłania i pozostawia skórę gładką i miękką, nie czuć na niej żadnej tłustej czy lepiej warstwy. Małym minusem po aplikacji jest uczucie pieczenia, które odczuwalne jest w miejscach podrażnionych. Dodatkowo te miejsca na kilka minut stawały się zaczerwienione. Cera po użyciu serum staje się ujednolicona, promienna i jaśniejsza. Efekty zauważalne są już po kilku aplikacjach. Serum daje małe nawilżenie, przynajmniej takie jest odczuwalne na mojej skórze, która jest sucha i lubi konkretne nawilżające produkty. Zauważyłam, że w trakcie stosowania tego serum nie pojawiają się niedoskonałości, a także stare szybciej się zagoiły.




  Kosmetyki Bosphera zrobiły na mnie dobre wrażenie. Koktajl kawowy mogę uznać za hit, bardzo go polubiłam i zaczynam ubolewać, że niewiele go pozostało w opakowaniu. Serum rozświetlająco rozjaśniające jest także dobre, chociaż nie skradło mojego serca. Wkrótce przedstawię Wam jeszcze jeden produkt marki- peeling do ciała. Cieszę się, że mogłam poznać Bosphera i jej produkty, jest to  kolejna marka kosmetyków naturalnych, którą polecam. 




  Znacie markę Bosphera? Lubicie stosować naturalne kosmetyki do pielęgnacji twarzy?











Szybkie pączki z łyżki dla zapracowanych

Szybkie pączki z łyżki dla zapracowanych


 

 Tłusty czwartek zbliża się coraz szybciej. Oczyma wyobraźni widzę piękne pączki w cukierniach i niesamowicie długie kolejki, które skutecznie mnie zniechęcają. Sama tradycyjnych pączków robić nie umie. Dodatkowo jest to pracochłonna czynność, więc postanowiłam przygotować a’la pączki z serka homegonizowanego, których wykonanie nie zajmuje więcej niż godzinę.



  A’la pączki z łyżki to świetna alternatywa do tradycyjnych pączków. Ich zaletą jest szybkość i łatwość przygotowania, mała ilość składników i niska cena. Z podanych składników wychodzi kopiaty talerz pączków.

Składniki:
500g mąki
500g serka homogenizowanego
4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru waniliowego
0,5l oleju do smażenia
Cukier puder do ozdoby




Wykonanie:
Wszystkie składniki łączymy w gęstą i lepiącą masę. Tłuszcz rozgrzewamy i moczymy w nim łyżkę. Gorącą i mokrą w oleju łyżką nabieramy masę i wkładamy do tłuszczu, gdzie ciasto pozostaje. Szybko w ten sposób robimy pączki. Smażymy do momentu, aż będą złote, przekręcając je. Pączki mają niestandardową formę, są jakby szarpane. Można ciasta turlać w dłoniach tworząc kuleczki, jednak jest to czasochłonne, więc ja nakładam je po prostu łyżką. Usmażone pączki wykładamy na ręcznik papierowy, aby wchłoną nadmiar tłuszczu. Gdy przestygną, wykładamy na talerz i potrzepujemy cukrem pudrem. 



 Lubicie pączki? Wybieracie tradycyjne czy szukacie zastępczych?









Rozpieść swoje zmysły wyjątkowym zapachem świecy Melon Candle Oh! Tomi ze sklepu Topestetic

Rozpieść swoje zmysły wyjątkowym zapachem świecy Melon Candle Oh! Tomi ze sklepu Topestetic



  Marka Oh! Tomi była na moim celowniku długi czas. Wszystko to przez jej założenia i asortyment, jaki posiada w swojej ofercie. Idea marki namawia do przełamywania monotonnych sposobów pielęgnacji na rzecz zapachu, radości, odprężenia i zabawy w tracie pielęgnacji. Oh! Tomi proponuje takie kosmetyki jak: mydła, pianki pod prysznic, peelingi do ciała, sole do kąpieli, kule musujące, masła do ciała, czyli wszystko to, co używamy w łazience. Dodatkiem do przyjemnego rytuału pielęgnacyjnego jest świeca zapachowa- Melon Candle, którą miałam okazję poznać.




Świeca Melon Candle Oh! Tomi


  „Aromatyczna ręcznie robiona świeca zamknięta w pięknej, oryginalnej puszce. Stworzona dla wszystkich osób, które cenią sobie piękne zapachy bądź potrzebują chwili relaksu i odprężenia. Niezwykle bogata kompozycja świecy łączy w sobie energetyczne aromaty, które bardzo intensywnie oddziałują na zmysły. Sprawia, iż pomieszczenie wypełnia się pięknym zapachem, poprawiając tym samym samopoczucie i nastrój.”

Nuty głowy: melon kantalupa, melon miodowy.
Nuty serca: frezja, białe kwiaty, nektar brzoskwiniowy.
Nuty bazy: jaśmin, wanilia, delikatne piżmo.




  Świeca umieszczona jest w oryginalnym opakowaniu- metalowej puszcze, która jest zamykana wieczkiem. Pudełeczko utrzymane jest w pięknych pastelowych kolorach, które są delikatne i dziewczęce. Do wyboru jest pięć różnych wersji zapachowych: melon, grejpfrut, strawberry, rainbow i sunshine. Czas palenia świecy to ok. 40 godzin, więc długi czas może cieszyć swoim aromatem. Waga 185g.

  Melon Candle to zapach bardzo przyjemny, owocowy, lekko słodki z kwiatową nutą. Połączenie aromatu melona, frezji, białych kwiatów, brzoskwini, jaśminu, wanilii i piżma daje wyjątkową mieszankę, która relaksuje i odpręża. Po zapaleniu świecy zapach szybko się ulatnia, wypełniając całe wnętrze. Zapach jest trwały, ale nie męczy, wyczuwalny długi czas po zgaszeniu świecy. Palenie świecy jest przyjemnym dodatkiem podczas relaksu w łazience oraz w pokoju, gdzie przebywamy. Płomień wytwarza przyjemny nastrój, który dodatkowo pomaga się odprężyć i wyciszyć.





  Świece Oh! Tomi idealnie nadają się na ozdobę, element relaksu, a także jako prezent. Wykonywane są ręcznie i przyjazne zwierzętom. Świeca Melon Candle jest dobrej jakości, wygląda nietuzinkowo, a co najważniejsze ma cudowny zapach. Świece oraz inne produkty Oh! Tomi dostępne są w sklepie Topestetic.pl



Lubicie świece zapachowe?











Brokatowa paleta matowych cieni Kind of Magic Kobo

Brokatowa paleta matowych cieni Kind of Magic Kobo



  Bardzo lubię limitowane kosmetyki, jakie wypuszcza marka Kobo Professional. Limitki zawsze są bardzo dobre i rozchodzą się jak świeże bułeczki. Gdy pod koniec ubiegłego roku pojawiła się wieść o nowych paletach, oczy świeciły mi jak diamenty, z niecierpliwością zacierałam ręce, żeby je poznać. Trafiła do mnie jedna z nich King of Magic. 

matowa paleta



Kind of Magic 


  „Wyjątkowa paleta zawierająca piętnaście wysokiej jakości, matowych cieni do powiek. Cienie znakomicie przylegają do powieki, dobrze się rozcierają i zachowują trwałość przez długi czas. Przed aplikacją cieni polecamy użycie na powieki jednej z baz pod cienie marki KOBO PROFESSIONAL. Paletka zawiera lusterko.” 


  Paleta wykonana jest z grubej tektury w pięknym brokatowo-złotym kolorze z czarnym napisem. Wygląda obłędnie i swoim błyskiem przyciąga spojrzenie, które ciężko oderwać. Brokat nie sypie się z opakowania, czego się początkowo obawiałam. W środku znajduje się spore lusterko oraz 15 matowych cieni.




  Cienie zamieszczone w palecie mają piękną kolorystykę, która jest neutralna i idealna dla każdego. Odcienie mają fają zgraną tonację: beże, brzoskwinie, różnego rodzaju brązy i czerń. Taka kolorystyka sprawia, że jest to paleta idealna do makijaży dziennych i wieczorowych. Przed przystąpieniem do testów wysoko ustawiłam poprzeczkę tej palecie, przez oczarowanie wcześniejszymi paletami marki. Początkowo Kind of Magic nie udało się jej przebić, ale z czasem przemyślałam sprawę i uznałam paletę za hit. Dlaczego? Cienie podczas nakładania się osypują i pylą, czego bardzo nie lubię, jednak takie działanie daje wrażenie, że pigmentacja będzie mega wysoka. Niestety pigment nie jest tak wyrazisty, jak się tego spodziewałam, kolorki lekko bledną podczas blendowania. Oczywiście efekt końcowy wychodzi zadowalający i nie mam mu nic do zarzucenia, są to malutkie minusiki. Nasycenie makijażu po jego wykonaniu utrzymuje się bez zmian, więc tym nie musimy się martwić. Makijaż wykonany paletą Kind of Magic utrzymuje się ok. 8-9 godzin, po tym czasie cienie lekko zbierają się w załamaniach.




  Paleta Kind of Magic to dobrej jakości produkt, który początkowo może nie zachwycić, ale z czasem potrafi zawrócić w głowie. Cienie są dobre, chociaż posiadają małe wady, jednak podsumowując całość, polecam Wam tę paletę. Cena to 89,99zł co może zniechęcać, ale obecnie jest na świetnej promocji i można kupić ją za 39,99zł.



Lubicie matowe cienie? Jakie wrażenie zrobiła na Was paleta Kind of Magic?












BOTANIC FORMULA Chmiel + Skrzyp- Odżywka w sprayu do włosów farbowanych i zniszczonych

BOTANIC FORMULA Chmiel + Skrzyp- Odżywka w sprayu do włosów farbowanych i zniszczonych



  Moje włosy są zniszczone, może nie są to zniszczenia na dużą skalę, ale są. W najgorszym stanie są końcówki, dlatego wkrótce planuje wizytę u fryzjera. Rozjaśnianie dało im popalić i to dosłownie, dlatego wymagają szczególnej pielęgnacji. Trudno je rozczesać, są długie, gęste i wysokoporowate, więc się plątają i kołtunią. Odżywki bez spłukiwania wspomagające rozczesywanie zużywam jak wodę, tylko w ten sposób jestem w stanie rozczesać pasma bez wyrywania, szarpania i ciągnięcia. Jedną z takich odżywek jest Botanic Formula chmiel + skrzyp z Bielendy.




Odżywka w sprayu do włosów farbowanych i zniszczonych chmiel i skrzyp Botanic Formula


  "Bogata w naturalne wyciągi roślinne botaniczna odżywka do włosów farbowanych i zniszczonych nawilża i wzmacnia osłabione farbowaniem i innymi zabiegami suche, łamliwe włosy. Chroni kolor przed blaknięciem, zapobiega elektryzowaniu, ułatwia rozczesywanie, dodaje włosom blasku. Chroni włosy przed wysoką temperaturą podczas suszenia i prostowania. Lekka formuła w sprayu nie obciąża włosów."





  Odżywka mieści się w plastikowej butelce o pojemności 150ml. Opakowanie wyposażone jest w wygodny aplikator, który wytwarza idealną mgiełkę z odżywki. Wygląd opakowania jest przyjemny dla oka, kojarzy mi się  z naturą poprzez kolorystykę: brąz i zieleń. Konsystencja jest płynna, a poprzez psikadełko zamienia się w mgiełkę. Zapach przyjemny, lekko ziołowy.





Odżywkę Botanic Formula nakładam na włosy przed czesaniem. Mgiełka równomiernie rozpyla się na włosach, na jedno użycie używam ok. 5 pompek produktu, mimo takiego zużycia odżywka jest wydajna. Po aplikacji odżywki przystępuję do rozczesywania, które jest znacznie łatwiejsze i przyjemniejsze. Odżywka „luzuje” włosy, które są podatniejsze na czesanie i układanie. Pasma po użyciu odżywki mniej się elektryzują, zwłaszcza teraz w sezonie grzewczym i gdy noszę codziennie czapkę. Produkt nie odciąża włosów i nie skleja ich. Po czesaniu nakładam na nie serum silikonowe, które dodatkowo zabezpiecza końcówki przed łamaniem i rozdwajaniem, więc w kwestii wzmocnienia włosów przez tę odżywkę się nie mogę wypowiedzieć.  Skład jest w 96% naturalny, pozbawiony silikonów,  parabenów i sztucznych barwników. 




 Używacie odżywki wspomagające rozczesywanie włosów?






***
   Dieta bezglutenowa jeszcze niedawno była dla mnie nie osiągalna. W ramach eksperymentu zaczęłam sięgać po produkty bezglutenowe i nawet nie wiecie jak zaskoczył mnie ich smak. Najbardziej przypadła mi do gustu bezglutenowa wędlina na kanapki, którą zjada nawet moja córka, która jest zawsze niechętnie nastawiona do wszelkiego mięsa. Zachęcam Was do spróbowania takich produktów, warto.













Strzelnictwo- hobby dla każdego

Strzelnictwo- hobby dla każdego



  W dzisiejszych czasach pęd życia i ciągły brak czasu sprawia, że jesteśmy zmęczeni i zestresowani. Brakuje nam czasu na odpoczynek i oczyszczenie umysłu, a także możliwości na ciekawe spędzanie wolnej chwili. Idealnym miejscem, które może nam to zapewnić jest strzelnica.



  Strzelnica to miejsce, gdzie każdy może aktywnie spędzić czas. W trakcie korzystania ze strzelnicy mamy możliwość ćwiczenia swojego opanowania, koncentracji, wzroku, poprawnego oddychania. Strzelanie wspiera poprawną postawę ciała i wzmacnia mięśnie, a także pomaga pracować nad naszą psychiką. Zdobycie tych umiejętności jest przydatne w codziennym życiu i ułatwia nam funkcjonowanie. Strzelanie dostarcza wiele emocji i adrenaliny, daje możliwość świetnej zabawy czy rozgrywania zawodów, a przede wszystkim pozwala się odstresować i odciąć od codziennego natłoku. Chcąc rozpocząć przygodę ze strzelaniem, warto odwiedzić strzelnice i zapoznać się z jej zasadami funkcjonowania. Każdy taki obiekt zapewnia instruktorów, którzy na pewno chętnie przedstawią wszelkie informacje na jej temat.

  Strzelnica to dobry pomysł na spędzanie czasu samotnie, ale także z rodziną czy znajomymi. To świetne miejsce, aby poznać także nowe osoby, o tym samym zainteresowaniu i pasji, jaką może być strzelanie. Spędzanie czasu na strzelnicy jest zasadniczo bezpieczne, o ile przestrzega się wszelkich zasad bezpieczeństwa. Zazwyczaj zasady są mocno rygorystyczne i przestrzegane, dlatego ze strzelnicy mogą korzystać także dzieci. 


  Strzelnictwo to interesujące hobby, które nie tylko uczy nowych umiejętności czy daje możliwość relaksu, ale także pozwala zapoznać się z bronią. Strzelnica zapewnia możliwość korzystania z różnego rodzaju broni, oczywiście pod nadzorem instruktora. Broń wykorzystywana na strzelnicy to tak zwana broń sportowa. Broń ta idealnie nadaje się do celów rekreacyjnych, szkoleń czy treningów. Do wyboru mamy różne rodzaje broni (długa lub krótka) dostosowana do potrzeb osoby, która z niej korzysta.  Wszystko to sprawia, że strzelnicowo sportowe jest coraz bardziej popularne i wybierane jako rozrywka czy forma prezentu. Jedynym małym minusem dla niektórych może być cena takiego hobby, która jest dość rozbieżna w zależności od strzelnicy, a także naszych oczekiwań. Osobiście każdemu polecam taką formę rozrywki, z własnego doświadczenia, wiem, że gdy raz się spróbuje, chęć na kolejny raz zawsze pozostaje. 



Co myślicie o korzystaniu ze strzelnicy? Może sami tak spędzacie wolny czas?












Podkład Pro Formula Full Cover i Błyszczyk Nude Lipgloss- nowości Kobo

Podkład Pro Formula Full Cover i Błyszczyk Nude Lipgloss- nowości Kobo



  Znacie markę, która wypuszczałaby masę nowości z taką częstotliwością jak marki własne drogerii Natura? Ja nie znam i myślę, że mało jaka marka tak się rozwija jak Kobo Professional. Bardzo lubię jej produkty i uważam, że jest mało doceniana. Dowodem rozwoju jest najnowszy podkład Pro Formula Full Cover i nawilżający błyszczyk Nude Lipgloss.





Podkład Pro Formula Full Cover 


  „Długotrwały podkład o bardzo wysokim stopniu krycia i pigmentacji. Dzięki pigmentom w otoczkach precyzyjnie i łatwo się aplikuje oraz dopasowuje do odcienia skóry. Zastosowane składniki kontrolują wydzielanie sebum, a także nadają jedwabiste wykończenie. Nie wysusza delikatnych partii skóry. Formuła bazzapachowa. Wstrząsnąć przed użyciem.” Pojemność 30ml. Cena 39,99zł




  Podkład Pro Formula zamieszczony jest w solidnym szklanym matowym opakowaniu z pompką. Konsystencja podkładu jest średnio płynna, łatwo rozprowadza się na skórze i stapia z nią. Cera pokryta podkładem staje się matowa, ale nie wysuszona, czego się obawiałam, jednak nakładam go na mocno nawilżający krem. Podkład daje matowe wykończenie, nie jest ono płaski, wygląda dość naturalnie. Krycie jest na wysokim poziomie, podkład zakrywa wszelkie niedoskonałości, przebarwienia, plamy pod oczami, a przy tym nie tworzy maski. Do wyboru są cztery odcienie Cover 1- Cover 4, dla mnie najlepszy jest najjaśniejszy, jednak latem drugi odcień będzie równie dobry.






Błyszczyk Nude Lipgloss


  „Nawilżający błyszczyk do ust. Formuła z olejkiem makademia regeneruje, wygładza oraz optycznie powiększa usta.” Pojemność 7 ml. Cena 17,99zł.




  Błyszczyk Nude Lipgloss zamieszczony jest w wygodnym opakowaniu, aplikator fajnie rozprowadza produkt na ustach. Formuła jest gęsta, równomiernie pokrywa usta, lekko się klei. Usta pokryte błyszczykiem bardzo ładnie wyglądają, błysk jest taki subtelny i stonowany, nie rzuca się mocno w oczy. Plusem jest trwałość błyszczyku, który u mnie wytrzymuje ok. 3 godziny. Do wyboru jest sześć kolorów: 801 bezbarwny, 802 bardzo jasny róż z drobinkami, 803 nudziak, 804 mocniejszy nudziak, 805 malinowy róż i 806 ceglasty.




  Trzymam kciuki za dalszy rozwój marki Kobo i wróżę jej świetlaną przyszłość w świecie makijażystów.   Zachęcam Was do poznawania ich produktów, ja jestem zadowolona i wy także będziecie. Oczywiście kosmetyki znajdziecie w drogerii Natura stacjonarnie i w sklepie internetowym.



  Znacie nowości Kobo? Jak się Wam podobają opisane kosmetyki? Skusicie się na poznanie któregoś z nich?








Copyright © Anszpi , Blogger