„Z różą w dłoni” Jagoda Kwiecień
(Recenzja reklamowa)
„Z różą w dłoni” to bez wątpienia najpiękniejsza książka w mojej biblioteczce. To małe dzieło sztuki, które, trzymając w dłoniach, chciałam najpierw podziwiać, a dopiero później czytać. Zachwycająca okładka i malowane brzegi sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok. Na szczęście jej wnętrze jest równie wyjątkowe jak oprawa – to ciepła i poruszająca historia, która może trafić do czytelników w każdym wieku.
Róża to młoda kobieta pracująca w rodzinnej kwiaciarni. Mieszka we Wrzosowie z ojcem i babcią, po śmierci mamy wciąż próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Choć otaczają ją oddani przyjaciele, nie potrafi uwolnić się od bólu po stracie ani od niespełnionej miłości do Huberta, który przed laty zranił jej serce. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy sięga po dzienniki swojej mamy. To właśnie one stają się początkiem niezwykłej drogi, na której towarzyszy jej święta Rita.
Podoba mi się jak zwyczajna i prawdziwa jest ta historia. Nie ma tu spektakularnych wydarzeń czy zwrotów akcji. Jest za to codzienność: praca, dom, przyjaźń, rodzinne relacje i próba odnalezienia sensu po bolesnej stracie. Róża nie jest idealną bohaterką. Ma swoje słabości, wątpliwości i chwile zwątpienia, dlatego tak łatwo zrozumieć jej emocje i kibicować jej w drodze do odzyskania wewnętrznego spokoju.
Święta Rita, choć nie pojawia się na kartach książki jako postać, jest obecna niemal na każdym kroku. To właśnie dzięki niej Róża stopniowo odzyskuje nadzieję i otwiera swoje serce na wiarę. Autorka w bardzo subtelny sposób pokazuje, jak duchowość może dawać siłę w najtrudniejszych momentach życia. Nie jest to jednak wyłącznie opowieść o wierze. To przede wszystkim historia o miłości, przyjaźni, dobroci i ludziach, którzy potrafią być dla siebie wsparciem bez względu na okoliczności.
Bohaterowie książki są autentyczni, pełni ciepła i naturalni, dzięki czemu szybko stają się bliscy czytelnikowi. Ich rozmowy, codzienne troski i wzajemne relacje sprawiają, że ma się wrażenie, jakby znało się ich od dawna i chciało choć na chwilę stać się częścią ich świata.
„Z różą w dłoni” czyta się z ogromną przyjemnością. To spokojna, pełna emocji opowieść, która przypomina, że szczęście często kryje się w prostych chwilach, życzliwości drugiego człowieka i nadziei, której nie warto tracić. Bardzo spodobało mi się również naturalne wplecenie w fabułę motywu wiary. Nie jest on nachalny lecz stanowi ważny element życia bohaterów. Jako osoba wierząca i znająca historię świętej Rity, czułam, że ta książka jest mi szczególnie bliska. To historia, która wycisza, daje nadzieję i na długo pozostaje w pamięci.




























